Jak Kraków przetrwał bez zniszczeń II wojnę światową

Dziś rocznica zakończenia II. wojny światowej więc napiszę co nie co o tym jak to się stało, że kiedy Warszawę Niemcy zrównali z ziemią, we Wrocławiu bronili się do samego końca, spora część Gdańska, Poznania czy Szczecina zostały zniszczone a Kraków – mam na myśli oczywiście zabudowę – wyszedł z wojennej pożogi niemalże nietknięty.

Kraków stolicą Generalnego Gubernatorstwa

Na początku wojny kiedy Niemcy runęli na nas „żelaznym wojskiem” jak pisał poeta Broniewski a obiecany sukurs Anglików i Francuzów oczekiwany przez romantycznych durniów oczywiście nie nadszedł, miasto Kraków pozostało opuszczone przez nasze wojska i już 6. września wkraczają do Krakowa wojska niemieckie. Niemcy wybierają właśnie Kraków na stolicę nowo powstałego Generalnego Gubernatorstwa. Oznacza to olbrzymią ilość niemieckich urzędników oraz żołnierzy. Ta liczna obecność Niemców była powodem dla którego działalność konspiracyjna, w tym jakiekolwiek powstanie nie było w naszym mieście możliwe. Prawie 2. milionowa Warszawa była trudniejsza do kontrolowania do tego dochodziły tradycje konspiracji z czasów zaborów. Kraków liczył sobie niespełna 290 tysięcy mieszkańców w tym kilka procent osób o austriackim pochodzeniu – spuścizna zaborów.

Koniec wojny i zmiana okupanta

 

Zimą 1944 roku niemiecka przegrana była już rzeczą pewną. Niemcy przygotowywali się do obrony miasta, budowano bunkry, kopano baseny z wodą, która miała służyć do gaszenia wywołanych bombardowaniami pożarów. Oczywiście większość tych prac wykonywali zmuszeni do tego mieszkańcy miasta. Ofensywa wiślańsko-odrzańska Armii Czerwonej, zmasowany atak na setkach kilometrów spowodował utratę olbrzymich terenów w dwa tygodnie. Dla Niemców priorytetem na południowym odcinku frontu stała się obrona Górnego Śląska z jego kopalniami i przemysłem tak ważnymi dla wojennego wysiłku. Walczono o Kraków, były również sowieckie bombardowania na starym mieście, wiadomo mi o 2. bombach na Starym Mieście, które spadły jedna na Wawel konkretnie na Kaplicę Batorego i chociaż podobno nie eksplodowała i tak wywoła tam spore straty a druga w pobliżu Collegium Maius – najstarszego budynku Uniwersytetu. Walki nie były jednak zbyt intensywne – profesor Chwalba podaje liczbę radzieckich poległych żołnierzy na ponad 800. Oczywiście straty „obrońców” jak zawsze w takich przypadkach były kilkukrotnie mniejsze. Dnia 18 stycznia 1945 roku do Krakowa wkracza Armia Czerwona. Zamiast wolności przynosi nam zmiany okupanta jeszcze tego samego miesiąca ruszają pierwsze pociągi na Syberię, ludzie są aresztowani i mordowani.

Marszałek Koniew – geniusz, strateg i zbawiciel

Sowiecka propaganda serwowała nam jednak w szkołach, prasie i telewizji inną strawę. Według mitu, legendy obowiązującej przez prawie pół wieku Kraków ocalił generał Iwan Koniew dowodzący południowym odcinkiem frontu. On to dzięki strategicznemu i taktycznemu talentowi poprzez swój manewr oskrzydlający miał zaskoczyć Niemców i ocalić miasto od zniszczenia. A żeby było ciekawiej w roku 1987 doczekał się własnego pomnika, który stał w pobliżu obecnej straży pożarnej przy ulicy Armii Krajowej po pomniku został tylko cokół. Odsłonięcie tego pomnika zainspirowało Piwnicę pod baranami – kulturalne centrum opozycji w Krakowie w Pałacu Potockich przy krakowskim Rynku – do zaśpiewania piosenki Koniew, Marszałek Koniew wielki jest. Cały tekst artykułu w propagandowej komunistycznej gazecie został zaśpiewany w podniosłej wręcz patetycznej formie do czego oczywiście nie mogła przyczepić się cenzura, która już ów artykuł ocenzurowała. I tak miał on wiele szczęścia ponieważ kilka lat później po przemianach trafił do rodzinnej miejscowości marszałka Kirowa. Był to zdecydowanie lepszy los niż pomnik Lenina w nowej Hucie, który trafił do lunaparku w Szwecji gdzie dziś znajduje się w magazynie.

Tych pomników już w Krakowie nie zobaczysz ale wiele innych z równie ciekawymi historiami i owszem. Chętny? Daj znać