Nowa Huta – mój dom
Do Krakowa przyjechałem zaraz po maturze, na początku tego tysiąclecia. Pierwsze dwa lata mieszkałem w starym Podgórzu, blisko Wisły, Kazimierza i Starego Miasta. Potem były Azory, na pierwszy rzut oka nieciekawe, ale mające swój urok. Mimo, że interesowałem się historią, Nowa Huta była w moim wyobrażeniu dzielnicą PRLowskich blokowisk niewartą uwagi.
Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy pierwszy raz zobaczyłem okolice Placu Centralnego. Zamiast blokowisk eleganckie, masywne kamienice z kamiennymi okładzinami, arkadowymi podcieniami, zwieńczone á la renesansowymi attykami! Potem kilka razy przyjeżdżałem pospacerować po dzielnicy i wreszcie postanowiłem przenieść się tu na stałe.
Mieszkam tu już 8 lat – w takiej właśnie kamienicy przy samym Placu Centralnym- i z każdym rokiem podoba mi się tu coraz bardziej. Nowa Huta to nie tylko urbanistyczna i architektoniczna perełka, piękno tego miejsca składa się również z detali, które niekiedy odkrywam po latach mieszkania tu. Kasetonowe sklepienia przełączek między podwórkami, kute balustrady czy kraty, zachowane oryginalne meble, lampy czy nawet ceramiczne naczynia podwieszone pod sufitem tworzą niesamowity klimat.
Dobra komunikacja, masa sklepów i punktów usługowych (w moim osiedlu mam nawet lutnika i introligatora!), barów, restauracji czy punktów usługowych a przede wszystkim przestrzeń i zieleń. Mieszkając w Nowej Hucie, mieszka się praktycznie w parku. Do tego kilka minut spacerkiem do Łąk Nowohuckich czy Zalewu. Nowa Huta to również kawał naszej powojennej historii. Chciałbyś poznać ją ze mną? Daj znać.





